Dziś wokalistka, dla której nie ma dźwięków niemożliwych i której niespotykana barwa oraz skala głosu to cała paleta muzycznych odcieni. Przed Wami Krystyna Prońko i mój subiektywny wybór pięciu ulubionych utworów z jej dorobku. Obejmują one trzy pierwsze solowe albumy artystki i prezentują zarówno ekspresyjną, jak i liryczną naturę owej wykonawczyni.
Moją listę nieoczywistych brylantów w twórczości Krystyny Prońko rozpocznę chronologicznie od pochodzącej z jej debiutanckiego albumu piosenki, zatytułowanej Anioł i róża. Muzykę do niej skomponował Janusz Koman, natomiast tekst jest autorstwa Janusza Szczepkowskiego. To natchniona ballada, której pogodna melodia przywodzi na myśl wczesne, utrzymane w kameralnym anturażu instrumentalnym piosenki Boba Dylana. Większość opisywanej kompozycji to dowód na niewiarygodną spójność partii wokalnej z gitarą. Akordy powyższego instrumentu płynnie podążają za linią melodyczną. W kontekście warstwy słownej niezwykle rozczula mnie sugestywny opis tytułowego anioła: „Był tak dobry jak ciastko drożdżowe, nie odmawiał pomocy nikomu”. Łagodny głos wokalistki często ozdabia iście rockowa ekspresja, pełna wyrafinowanych, rozedrganych dźwięków. Niezwykle przeszywająco zabrzmiał chociażby wyraz „zakrwawił”. W kulminacji dochodzi do głosu m.in. sekcja dęta, a wykonawczyni towarzyszą przestrzenne, wielogłosowe chóry grupy wokalnej Partita. Funkcjonują one często na wzór prastarej zasady znanej z muzyki gospel – call and response, czyli zawołanie wokalistki, któremu odpowiada okrzyk w wykonaniu chórku. Mamy więc do czynienia z barwnym, dźwiękowym dialogiem.
Ciemności złote, ciemności srebrne to opis samotności, przepełniony smutkiem, a w niektórych momentach wręcz wściekłością. Utwór jest ponownie kompozycją Janusza Komana, tym razem do tekstu Grzegorza Walczaka. Mroczne dźwięki basu, perkusyjne szmery i dostojna sekcja dęta dają mi poczucie obcowania z dziełem absolutnie wyjątkowym. Rychło do głosu dochodzi krystalicznie czysta, czasami lekko poszatkowana melodia wokalna. Roi się w niej od kunsztownych ornamentów, zaśpiewanych z gigantyczną precyzją i smakiem. Ozdobniki upiększają np. już i tak wyrafinowane i niespotykane wyrazy – „wpół dzwonne”. Wraz z przebiegiem utworu dociera do nas rockowa drapieżność, słyszalna w ostrym niczym sztylet gitarowym riffie. Od słów „porzucili mnie najbliżsi” daje o sobie znać szlachetność przeszywających dźwięków w wysokim rejestrze, jednakże wykonawcze apogeum ma miejsce w wokalizie. Tutaj głos Krystyny Prońko brzmi niczym instrument w orkiestrze. Czasem fascynuje płynnością magicznych prześlizgnięć, czyli glissand, to znów przenikliwością dynamicznych motywów. W całym utworze nie brakuje także gitarowo-klawiszowej wirtuozerii, natomiast samo zakończenie to gwałtowny zwrot akcji w stronę tęsknego liryzmu.
Kolejny utwór, czyli Trawiaste przywidzenia, uważam za absolutny majstersztyk. Jako ciekawostkę dopowiem, iż ma on swoje muzyczne korzenie w opisanej przed chwilą piosence Ciemności złote, ciemności srebrne. W obydwu bowiem słychać identyczną melodię zwrotek, mamy tu więc coś na kształt autoplagiatu Janusza Komana. W złożonym dziele, jakim niewątpliwie są Trawiaste przywidzenia, podpisani zresztą zostali dwaj kompozytorzy – wyżej wspomniany, jak również Wojciech Waglewski. Autorem tekstu jest natomiast Bogdan Olewicz, który w barwny, poetycki sposób odzwierciedlił samotność człowieka, pełną krótkotrwałych, często wręcz narkotycznych i irracjonalnych wizji. Cała piosenka to dwanaście minut zapierającej dech w piersiach opowieści. Otwierające całość zwięzłe, gitarowe motywy powodują uczucie tajemniczości. Z czasem klawisze łagodnie antycypują melodię zwrotki. Głos wokalistki jest melancholijny i intymny, niepozbawiony jednak emocjonalnego rozedrgania w takich słowach jak: „wróżą” czy „przybiegła”. W refrenie zgrzytliwa chrypka oraz wirtuozowskie ornamenty ozdabiają słowo „świat”, by w kulminacyjnym wyrazie „strach” ukazać ludzką wątłość, rozpadanie się jednostki na kawałki. Po drugiej zwrotce oraz refrenie słychać wyrafinowane wokalne popisy, które wzbogacają jazzujące, klawiszowe współbrzmienia. Chwilę później nadchodzi zapadająca w pamięć, nieco złowieszcza melodia klawiszy, a bluesowo-melancholijne solo gitary to piękna muzyczna wędrówka, wykreowana z niebywałym kunsztem przez młodziutkiego wówczas Wojciecha Waglewskiego. Kulminacyjny refren zdobi z kolei szlachetny dwugłos, precyzyjnie wyśpiewany przez Krystynę Prońko, utrwalony w nagraniu za pomocą dwóch wokalnych ścieżek.
Wielka zima jest poetyckim ujęciem stanu wojennego, ale obfituje również w uniwersalny przekaz, dotyczący częstego poczucia stagnacji oraz zimy wokół nas. Autor tekstu – Andrzej Mogielnicki w ostatnich słowach zagrzewa do walki: „mimo to trzeba jakoś dalej żyć”. Chwytająca za serce melodia jest tu natomiast dziełem Zbigniewa Hołdysa. Akompaniament instrumentalny to mroczny puls sekcji rytmicznej, czasem dynamicznie zagrzechocze gitara elektryczna, a czasem klawisze ukołyszą aksamitną subtelnością. Niektóre słowa upiększają ekspresyjne ozdobniki, czyli melizmaty. Ma to miejsce np. w wyrazach: „strony”, „kamień”, czy „spać”. W drugim refrenie ujmuje mnie krystalicznie czysty falset w słowie „zgubić” oraz zgrzytliwa chrypka w wyrazie „czas”.
Kolejne oblicze melancholii to Poranne łzy, namalowane słowami Wojciecha Młynarskiego i muzyką Zbigniewa Jaremki. Utwór rozpoczynają delikatne dźwięki klawiszy, towarzyszące lirycznej, szalenie odkrywczej pod względem melodycznym partii wokalnej, niepozbawionej dyskretnych ozdobników, choćby w słowie „opowiedzieć”. Wraz z przebiegiem utworu pojawiają się instrumentalne warstwy: puls sekcji rytmicznej, śpiewne pojękiwania klawiszy oraz uroczyste motywy smyczków. W refrenie, słowa „doczeka się” upiększa ostra chrypka, a opadający, wokalny motyw kontrastuje z ilustrującymi go, pogodnymi, pełnymi nadziei wyrazami: „swój świąteczny dzień”. W centrum utworu znajduje się natomiast efektowna, uderzająca ogromem wysokich dźwięków wokaliza, przypieczętowana hałaśliwą, saksofonową solówką.
Być może zabrzmi to banalnie, ale Krystyna Prońko to wokalistka, której głos jest w stanie wykonać absolutnie wszystko! Kunszt melizmatów, wokaliz, emocjonalna żarliwość, rockowa ekspresja, jazzowa szlachetność – dowody na potwierdzenie mojej tezy mogłabym wymieniać bez końca. Teksty wybranych przeze mnie piosenek obfitują w egzystencjalne rozterki, nie licząc utworu Anioł i róża, noszącego znamiona legendy lub przypowieści. Muzycznie, kompozytorzy w pełni uchwycili możliwości wokalne Krystyny Prońko, jednakże rys indywidualny nadała tym dźwiękom sama wokalistka, śpiewając wszystkie słowa z nienaganną dykcją oraz emocjonalnym żarem, który wciąż rozgrzewa odbiorców do czerwoności.