Muzycy Utwory

Doznanie wszechmogącego wokalu

24 września 2021
Dziś wokalistka, dla której nie ma dźwięków niemożliwych i której niespotykana barwa oraz skala głosu to cała paleta muzycznych odcieni. Przed Wami Krystyna Prońko i mój subiektywny wybór pięciu ulubionych utworów z jej dorobku. Obejmują one trzy pierwsze solowe albumy artystki i prezentują zarówno ekspresyjną, jak i liryczną naturę owej wykonawczyni.

Moją listę nieoczywistych brylantów w twórczości Krystyny Prońko rozpocznę chronologicznie od pochodzącej z jej debiutanckiego albumu piosenki, zatytułowanej Anioł i róża. Muzykę do niej skomponował Janusz Koman, natomiast tekst jest autorstwa Janusza Szczepkowskiego. To natchniona ballada, której pogodna melodia przywodzi na myśl wczesne, utrzymane w kameralnym anturażu instrumentalnym piosenki Boba Dylana. Większość opisywanej kompozycji to dowód na niewiarygodną spójność partii wokalnej z gitarą. Akordy powyższego instrumentu płynnie podążają za linią melodyczną. W kontekście warstwy słownej niezwykle rozczula mnie sugestywny opis tytułowego anioła: „Był tak dobry jak ciastko drożdżowe, nie odmawiał pomocy nikomu”. Łagodny głos wokalistki często ozdabia iście rockowa ekspresja, pełna wyrafinowanych, rozedrganych dźwięków. Niezwykle przeszywająco zabrzmiał chociażby wyraz „zakrwawił”. W kulminacji dochodzi do głosu m.in. sekcja dęta, a wykonawczyni towarzyszą przestrzenne, wielogłosowe chóry grupy wokalnej Partita. Funkcjonują one często na wzór prastarej zasady znanej z muzyki gospel – call and response, czyli zawołanie wokalistki, któremu odpowiada okrzyk w wykonaniu chórku. Mamy więc do czynienia z barwnym, dźwiękowym dialogiem.

Ciemności złote, ciemności srebrne to opis samotności, przepełniony smutkiem, a w niektórych momentach wręcz wściekłością. Utwór jest ponownie kompozycją Janusza Komana, tym razem do tekstu Grzegorza Walczaka. Mroczne dźwięki basu, perkusyjne szmery i dostojna sekcja dęta dają mi poczucie obcowania z dziełem absolutnie wyjątkowym. Rychło do głosu dochodzi krystalicznie czysta, czasami lekko poszatkowana melodia wokalna. Roi się w niej od kunsztownych ornamentów, zaśpiewanych z gigantyczną precyzją i smakiem. Ozdobniki upiększają np. już i tak wyrafinowane i niespotykane wyrazy – „wpół dzwonne”. Wraz z przebiegiem utworu dociera do nas rockowa drapieżność, słyszalna w ostrym niczym sztylet gitarowym riffie. Od słów „porzucili mnie najbliżsi” daje o sobie znać szlachetność przeszywających dźwięków w wysokim rejestrze, jednakże wykonawcze apogeum ma miejsce w wokalizie. Tutaj głos Krystyny Prońko brzmi niczym instrument w orkiestrze. Czasem fascynuje płynnością magicznych prześlizgnięć, czyli glissand, to znów przenikliwością dynamicznych motywów. W całym utworze nie brakuje także gitarowo-klawiszowej wirtuozerii, natomiast samo zakończenie to gwałtowny zwrot akcji w stronę tęsknego liryzmu.

Kolejny utwór, czyli Trawiaste przywidzenia, uważam za absolutny majstersztyk. Jako ciekawostkę dopowiem, iż ma on swoje muzyczne korzenie w opisanej przed chwilą piosence Ciemności złote, ciemności srebrne. W obydwu bowiem słychać identyczną melodię zwrotek, mamy tu więc coś na kształt autoplagiatu Janusza Komana. W złożonym dziele, jakim niewątpliwie są Trawiaste przywidzenia, podpisani zresztą zostali dwaj kompozytorzy – wyżej wspomniany, jak również Wojciech Waglewski. Autorem tekstu jest natomiast Bogdan Olewicz, który w barwny, poetycki sposób odzwierciedlił samotność człowieka, pełną krótkotrwałych, często wręcz narkotycznych i irracjonalnych wizji. Cała piosenka to dwanaście minut zapierającej dech w piersiach opowieści. Otwierające całość zwięzłe, gitarowe motywy powodują uczucie tajemniczości. Z czasem klawisze łagodnie antycypują melodię zwrotki. Głos wokalistki jest melancholijny i intymny, niepozbawiony jednak emocjonalnego rozedrgania w takich słowach jak: „wróżą” czy „przybiegła”. W refrenie zgrzytliwa chrypka oraz wirtuozowskie ornamenty ozdabiają słowo „świat”, by w kulminacyjnym wyrazie „strach” ukazać ludzką wątłość, rozpadanie się jednostki na kawałki. Po drugiej zwrotce oraz refrenie słychać wyrafinowane wokalne popisy, które wzbogacają jazzujące, klawiszowe współbrzmienia. Chwilę później nadchodzi zapadająca w pamięć, nieco złowieszcza melodia klawiszy, a bluesowo-melancholijne solo gitary to piękna muzyczna wędrówka, wykreowana z niebywałym kunsztem przez młodziutkiego wówczas Wojciecha Waglewskiego. Kulminacyjny refren zdobi z kolei szlachetny dwugłos, precyzyjnie wyśpiewany przez Krystynę Prońko, utrwalony w nagraniu za pomocą dwóch wokalnych ścieżek.

Wielka zima jest poetyckim ujęciem stanu wojennego, ale obfituje również w uniwersalny przekaz, dotyczący częstego poczucia stagnacji oraz zimy wokół nas. Autor tekstu – Andrzej Mogielnicki w ostatnich słowach zagrzewa do walki: „mimo to trzeba jakoś dalej żyć”. Chwytająca za serce melodia jest tu natomiast dziełem Zbigniewa Hołdysa. Akompaniament instrumentalny to mroczny puls sekcji rytmicznej, czasem dynamicznie zagrzechocze gitara elektryczna, a czasem klawisze ukołyszą aksamitną subtelnością. Niektóre słowa upiększają ekspresyjne ozdobniki, czyli melizmaty. Ma to miejsce np. w wyrazach: „strony”, „kamień”, czy „spać”. W drugim refrenie ujmuje mnie krystalicznie czysty falset w słowie „zgubić” oraz zgrzytliwa chrypka w wyrazie „czas”.

Kolejne oblicze melancholii to Poranne łzy, namalowane słowami Wojciecha Młynarskiego i muzyką Zbigniewa Jaremki. Utwór rozpoczynają delikatne dźwięki klawiszy, towarzyszące lirycznej, szalenie odkrywczej pod względem melodycznym partii wokalnej, niepozbawionej dyskretnych ozdobników, choćby w słowie „opowiedzieć”. Wraz z przebiegiem utworu pojawiają się instrumentalne warstwy: puls sekcji rytmicznej, śpiewne pojękiwania klawiszy oraz uroczyste motywy smyczków. W refrenie, słowa „doczeka się” upiększa ostra chrypka, a opadający, wokalny motyw kontrastuje z ilustrującymi go, pogodnymi, pełnymi nadziei wyrazami: „swój świąteczny dzień”. W centrum utworu znajduje się natomiast efektowna, uderzająca ogromem wysokich dźwięków wokaliza, przypieczętowana hałaśliwą, saksofonową solówką.

Być może zabrzmi to banalnie, ale Krystyna Prońko to wokalistka, której głos jest w stanie wykonać absolutnie wszystko! Kunszt melizmatów, wokaliz, emocjonalna żarliwość, rockowa ekspresja, jazzowa szlachetność – dowody na potwierdzenie mojej tezy mogłabym wymieniać bez końca. Teksty wybranych przeze mnie piosenek obfitują w egzystencjalne rozterki, nie licząc utworu Anioł i róża, noszącego znamiona legendy lub przypowieści. Muzycznie, kompozytorzy w pełni uchwycili możliwości wokalne Krystyny Prońko, jednakże rys indywidualny nadała tym dźwiękom sama wokalistka, śpiewając wszystkie słowa z nienaganną dykcją oraz emocjonalnym żarem, który wciąż rozgrzewa odbiorców do czerwoności.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.