Doznanie tajemniczości
Ostatnio wpadła mi w ucho najświeższa piosenka zespołu Florence + The Machine, stworzona na potrzeby najnowszego sezonu serialu Gra o tron i zatytułowana Jenny Of Oldstones. Od razu dodam, że muzyka formacji dowodzonej przez charyzmatyczną Florence Welch nie jest mi obojętna. Miałam okazję ów zespół słyszeć na żywo już trzykrotnie, a szczególnie zapadł mi w pamięć ich perfekcyjny występ podczas Coke Live Music Festival w 2013 roku.
Oprócz ekspresyjnego głosu wokalistki, w muzyce tej grupy zawsze ujmowało mnie przestrzenne i kunsztowne brzmienie harfy, które niestety jednak stało się mniej wyraziste na ostatniej płycie zespołu. Jeśli zaś chodzi o dyskografię Florence, to w mojej opinii próbę czasu najlepiej przetrwał jej debiutancki album zatytułowany Lungs. Często z sentymentem do niego wracam i uświadamiam sobie wówczas, że takie piosenki jak You’ve Got The Love, Dog Days Are Over, czy Between Two Lungs były muzyczną ścieżką dźwiękową mojego życia w latach 2010–2014.
Dynamiczny i mroczny głos wokalistki na żadnej płycie nie brzmi jednak tak tajemniczo, jak w piosenkach zaśpiewanych przez nią w filmach lub serialach. W pierwszej kolejności nasuwa mi się utwór Heavy In Your Arms, nagrany w 2010 roku na potrzeby trzeciej części sagi Zmierzch. Przepełniony smutkiem i ciemnością głos wokalistki, w kulminacyjnym momencie dopełnia monumentalny chór. Z kolei w warstwie instrumentalnej ważną rolę odgrywa tu majestatyczna, ciężka partia perkusji zabarwiona szczyptą szorstkich, elektronicznych brzmień. Mroczny przepych to również specjalność kompozycji Breath Of Life, powstałej przy okazji filmu Królewna Śnieżka i Łowca z 2012 roku. Tutaj wokal Florence jest niezwykle dźwięczny i ekspresyjny, a najbardziej swobodnie rozbrzmiewa w hałaśliwych, rozedrganych wokalizach na samogłosce „o”. Muzycznie natomiast grozę budzi ostra partia orkiestry symfonicznej w połączeniu z egzotycznie brzmiącym chórem oraz równomiernym, perkusyjnym rytmem.
Nieprzypadkowo przywołałam poprzednie filmowe poczynania Florence + The Machine w kontekście serialowej kompozycji Jenny Of Oldstones. Ma ona w sobie bowiem podobny poziom tajemniczego mroku i niecodziennej melodyjności. Chociaż jest skondensowaną, trzyminutową i typową formą piosenki, to jednak podczas pierwszego przesłuchania w napięciu czekałam na rozwój jej dramaturgii. Konstrukcja tej akustycznej ballady jest dość prosta, gdyż obejmuje dwie zwrotki, dwa refreny i kulminacyjne zakończenie, jednak całość brzmi w mojej opinii bardzo nietuzinkowo. Już melodia zwrotek przywodzi na myśl liryzm muzyki celtyckiej, a i samo wykonanie ujmuje mnie swą emocjonalnością. Wokalistka śpiewa wysokim, jasnym głosem, często dramaturgicznie go rozwibrowując i hałaśliwie nabierając powietrza pomiędzy krótkimi odcinkami melodycznymi. Z kolei w warstwie instrumentalnej rolę niegdyś tak bardzo wyeksponowanej, kolorystycznie przestrzennej harfy przejął fortepian, którego partię wypełniają głównie subtelne i proste akordy, gdzieniegdzie tylko zdublowana została melodia wykonywana przez Florence. Dodatkowo, mroczny charakter wzmaga lirycznie brzmiąca elektronika, jak również nagłe przyspieszenie tempa w ostatnim refrenie. Warto także wspomnieć o samym zakończeniu utworu, muzycznie zbliżonym do melodii zwrotek, jednak raptownie zwieńczonym przez wokalistkę a cappella (bez towarzyszenia instrumentów). Tak niespodziewany koniec piosenki pozostawia słuchaczy przez chwilę w muzycznej ciszy, czymś w rodzaju sekretnego niedopowiedzenia.
Melodyjna, ale również rozedrgana, tajemnicza i przestrzenna; taka jest najnowsza muzyczna propozycja Florence + The Machine. Piosenka Jenny Of Oldstones nie tylko przypomina pełne rozmachu produkcje filmowe artystki sprzed lat, lecz także daje mi nadzieję na to, iż wokalistka w swoich kolejnych utworach jeszcze powróci do przyjemnych dla ucha i finezyjnych brzmieniowo kompozycji. Niestety, na ostatnich płytach trochę od nich odeszła, a przecież największe sukcesy muzyczne odnosiła właśnie dzięki melodyjnym i indywidualnym piosenkom chociażby ze swojego debiutanckiego albumu, do którego wciąż tak chętnie powracam.