Doznanie uniwersalnych atrybutów człowieczeństwa
Poznańska grupa Muchy jest jednym z najbliższych mi polskich zespołów. 16. lipca światło dzienne ujrzał najnowszy album tych znakomitych muzyków, zatytułowany Szaroróżowe. Wbrew tytułowi słychać na nim nie tylko dwa kolory, bowiem w owych jedenastu piosenkach usłyszałam całą paletę muzyczno-tekstowych barw.
W warstwie literackiej jest to dla mnie zbiór uniwersalnych atrybutów jednostki, takich jak wzajemne relacje na płaszczyźnie zarówno międzyludzkiej, jak i niezwykle głębokich więzi człowieka z otaczającą go rzeczywistością. Toastem na cześć wspomnień jest chociażby piosenka Lato 2010, a szereg wyrzutów dotyczących współczesnego świata pada w gorzkim protest songu, zatytułowanym Nie tak. Niezwykle trafna refleksja odnośnie do przyszłych pokoleń pojawia się w piosence o jakże oryginalnym tytule Z poradnika podróżnika.
Na albumie Szaroróżowe aż roi się od zaproszonych gości. Już w otwierającym płytę utworze tytułowym słychać charakterystyczny, lekko zachrypnięty głos Beli Komoszyńskiej. Wykonała ona tutaj chociażby hipnotyzujący, ekspresyjny, wokalny przydźwięk w słowie „życie”. Opisywana kompozycja zachwyca mnie ascetyczną sekcją rytmiczną, jak również melodyjną łagodnością klawiszy. Nośnikiem rockowej ekspresji są natomiast krzykliwe wokalizy na samogłoskach „u” oraz „o”, a także kulminacyjna, gitarowa solówka Jana Borysewicza. Fascynuje ona perfekcją, wirtuozerią i niewiarygodnym kunsztem. Piosenka Psy miłości przepełniona jest motorycznymi dźwiękami gitary Pawła Krawczyka, znanego z zespołu Hey. Z kolei w refrenie wokaliście towarzyszy kolejny charyzmatyczny drugi głos, tym razem należący do Katarzyny Nosowskiej. Ten niezwykle piękny utwór o samotności oraz poszukiwaniu miłosnej namiętności zachwycił mnie też oszczędną w środkach partią wokalną Michała Wiraszki. Po dynamicznych kompozycjach przyszedł czas na balladę, zatytułowaną Na pół. Gitarowy wstęp kształtują tutaj zwięzłe motywy. Rychło do głosu dochodzą dwie partie wokalne Michała Wiraszki, z czego jedna fascynuje mrokiem niskich rejestrów. Zresztą obie melodie wokalne złożone są z tych samych dźwięków, tylko ta nieco bardziej tajemnicza rozbrzmiewa w niższym rejestrze, czyli tzw. oktawę niżej od tej, która uznawana jest za główną partię wokalną. Począwszy od ascetycznych motywów na samogłosce „o” pojawia się drugi głos, należący do niezwykle utalentowanej wokalistki – Moniki Borzym. Zachwyciła mnie także rytmiczna transakcentacja we frapującym złożeniu wyrazów „szeroko pojętym”. Kulminacyjne solo gitary to emocjonalne rozedrganie w najczystszej postaci, a wokalny dwugłos Michała Wiraszki na samym końcu zabrzmiał niezwykle kunsztownie. Ekspresja powraca w wielkim stylu za sprawą piosenki 22 godziny. Zwróciłam tutaj uwagę na porażający kontrast pomiędzy ostrymi, klawiszowymi dźwiękami a łagodną partią wokalną, w refrenie wręcz niepokojąco melancholijną. Wykonawczo, melodię upiększają płynne prześlizgnięcia pomiędzy dźwiękami, czyli tzw. glissanda. Pozostajemy dalej w kręgu liczb w tytule, bowiem podążając za kolejnością pojawia się piosenka Lato 2010. Napisałam wcześniej, iż zaklęte w niej są wspomnienia, których subtelna łagodność słyszalna jest także w muzyce. Znów uwagę przykuwa melodyjność partii wokalnej, a w refrenie ponownie malownicze dźwięki wykreowała Monika Borzym. Uniwersalna fraza „nie powtórzą się te noce” mimowolnie przywołuje we mnie wspomnienia sprzed lat. Przebojowa piosenka Z poradnika podróżnika to dostojna rytmiczność i łagodna śpiewność. Kolorystykę brzmieniową upiększają gitarowe warstwy oraz marszowy rytm werbla, na którego tle niczym mantra powtarzają się słowa „wybierzesz dobrze”. Kulminację wzbogaca natomiast zmysłowe, wokalne mruczenie, czyli tzw. mormorando.
Kompozycja Złocenia ma w sobie nieuchwytną delikatność. Na uwagę ponownie zasługuje eteryczny wokal Moniki Borzym, a także metaliczne dźwięki gitary akustycznej, ozdabiające refren. Utwór Plemiona to perkusyjna efektowność i gitarowa zgrzytliwość. Jeśli zaś chodzi o detale wykonawcze, wokalista z nienaganną dźwięcznością wydłużył głoskę „j” w słowie „inaczej”. Kolejna chwila wytchnienia, a także prostota w każdym dźwięku to kompozycja Guliwer. Pałeczkę wokalisty tym razem przejął perkusista – Szymon Waliszewski, który przy dźwiękach gitary akustycznej śpiewa o miłosnej niepewności surowym, mrocznym głosem. W refrenie rozkwitają szlachetne dźwięki partii wokalnej Moniki Borzym. Ballada Nie wiem jak Ty porusza mnie do głębi melodyjną śpiewnością refrenu. Z kolei zwrotki obfitują w zwięzłe, urywane motywy, przedzielone emocjonalnymi, spazmatycznymi oddechami wokalnymi. W słowie „ty” lekko sycząco brzmi głoska „t”, natomiast konstatacja zawarta w tekście jest niezwykle uniwersalna. Nie warto bowiem otwierać drzwi złym czasom, należy zrobić wszystko, by nie weszły one za wszelką cenę, np. oknem.
Myślę, że cały akapit warto poświęcić zwieńczeniu płyty Szaroróżowe, czyli utworowi Nie tak. Ów protest song mówi o tym, iż świat zmierza w złym kierunku. W refrenie powtarza się pełne wyrzutu pytanie retoryczne: „co poszło nie tak”? Mroczne, gitarowe motywy to wstęp do melodyjnych zwrotek, w których odkryłam nieuchwytną tajemniczość, obecną w twórczości Lecha Janerki. Kiedy Michał Wiraszko powtarza w drugiej części pierwszej zwrotki słowa „naprawdę nie wiem”, dźwięcznie eksponując głoskę „r”, owe wyrazy brzmią tak, jakby zaintonował je sam Lech Janerka. Przywoływaną piosenkę przepełnia ponadto rytmiczność za sprawą perkusyjnego pulsu oraz klawiszowych, motorycznie powtarzanych dźwięków, rozbrzmiewających począwszy od wstępu do drugiej zwrotki. Magiczne, gitarowe dźwięki, których charakterystyczne brzmienie można rozpoznać od razu, wykreował Zbigniew Krzywański – gitarzysta znany z mojego najukochańszego polskiego zespołu – Republika. Warto wziąć sobie do serca refleksje, obecne w niniejszym tekście, należy także zwrócić uwagę na muzyczny kunszt, od pierwszego dźwięku aż do tych ostatnich, melodyjnie zgrzytliwych, zagranych na gitarze akustycznej.
Album Szaroróżowe zespołu Muchy w warstwie literackiej pełen jest uniwersalnych atrybutów człowieczeństwa. Można tu odnaleźć ogrom międzyludzkich więzi, ulotne chwile wspomnień sprzed lat, jak również teraźniejszość, która buntowniczo krzyczy do nas w zwieńczeniu płyty. Muzycznie, przede wszystkim rozkwita tutaj melodyjność, niepozbawiona efektownej wirtuozerii. Jest to zasługa nie tylko muzyków zespołu Muchy, lecz także zaproszonych gości. Kunszt wokalny ukazały tutaj wspaniałe artystki – Katarzyna Nosowska, Bela Komoszyńska oraz kilkakrotnie Monika Borzym. Gitarową szlachetność uwydatnili natomiast – Paweł Krawczyk, a także absolutni mistrzowie w swym fachu – Jan Borysewicz oraz Zbigniew Krzywański, którzy swymi wybitnymi solówkami upiększyli skrajne utwory na albumie. Refleksyjność, śpiewność, przebojowość i dźwiękowa mądrość, to wszystko odkryłam na płycie Szaroróżowe zespołu Muchy. Owa charyzmatyczna, rockowa formacja od początku działalności porusza mnie do głębi swoją muzyczną wrażliwością, jednakże ta płyta jest w mojej opinii najdojrzalsza, najbardziej spójna, a przede wszystkim wielobarwna, bowiem tytułowa szaroróżowość to tylko pozory.