Muzycy

Doznanie muzyczno-poetyckiej naturalności

12 listopada 2020
Dziś zachęcam Was do zanurzenia się w muzyce z kręgu piosenki literackiej i poezji śpiewanej. Rekomenduję niniejszym trzeci album niezwykle utalentowanego wokalisty – Pawła Ruszkowskiego, zatytułowany Absencja.

Odkąd pamiętam, Paweł Ruszkowski był artystą-wizjonerem, który nawet podczas wykonywania utworów nieswojego autorstwa zawsze potrafił wyrazić siebie. Dla przykładu podam chociażby jego brawurową interpretację piosenki Zielono mi podczas konkursu Pamiętajmy o Osieckiej, w którą wykonawca jakże umiejętnie wplótł słowa w dialekcie kaszubskim. Album Absencja to trzecia z kolei, niezwykle wysublimowana, autorska, artystyczna wypowiedź Ruszkowskiego. Warto jednak zauważyć, że sukces tej płyty niejedno ma imię, gdyż wszystkie teksty na nią stworzyła nietuzinkowa i bardzo wrażliwa poetka oraz wokalistka młodego pokolenia – Karolina Słyk.

Gdybym miała podsumować ten album jednym słowem, to wskazałabym jego naturalność. Brzmienie wszystkich instrumentów zachwyca mnie bowiem swą nastrojowością, autentycznością i brakiem technologicznych udziwnień. Siłą Absencji są ballady i od razu wspomnę, że dwie z nich to duety. Może trochę przekornie zacznę mój opis od zwieńczenia płyty, czyli piosenki Stare wiersze, w której Pawłowi Ruszkowskiemu wokalnie towarzyszy wspomniana wyżej autorka tekstów – Karolina Słyk. Wspaniale uzupełniają się tutaj jasne barwy głosów obojga wokalistów, a tekst ma w sobie zadumę, ale i radość życia, bowiem wykonawcy retorycznie pytają: „czy warto było wciąż chodzić z nadzieją pod rękę”? Do drugiego duetu artysta zaprosił zjawiskową, jazzową wokalistkę – Agatę Rożankowską. Jest to piosenka, zatytułowana Jak na lekarstwo. W jej warstwie lirycznej, dwojgu ludziom wydaje się, że już wyleczyli się z wzajemnego uczucia i że potrzebują siebie tylko odrobinę. W rzeczywistości jednak targa nimi tęsknota oraz samotność, muzycznie bardzo trafnie zilustrowana dzięki kulminacyjnej, dwugłosowej wokalizie, słyszalnej jakby gdzieś z oddali przepełnionej silnym pogłosem. Moją ulubioną kompozycją z albumu jest wzruszająca do łez Kołysanka, w której wokalista dźwiękami namalował czułość. Tekstowo, Karolina Słyk nakreśliła tutaj silne, miłosne uczucie, rozkwitające w codziennych rytuałach dwojga ludzi. W opozycji do nich stoi rozkrzyczany i skomercjalizowany świat mediów, jednakże nie jest on w stanie w żaden sposób przeszkodzić zakochanym w cieszeniu się sobą nawzajem. Wszystko wszakże może w każdej chwili runąć, rozpaść się na kawałki, a ich silne uczucie nie zmieni się, gdyż przetrwa, nawet jeśli miałoby być kontynuowane w zupełnie nowej przestrzeni. Muzycznie, utwór ten okraszają łagodne dźwięki fortepianu oraz saksofonu i tylko gdzieniegdzie słychać ostre motywy kontrabasu otoczone delikatnym, perkusyjnym pulsem, wyznaczającym rytm. Zupełnym przeciwieństwem tematycznym powyższego utworu jest melancholijna kompozycja W drogę. Podmiot liryczny pragnie w niej zagłuszyć miłosne rozstanie i tlącą się w nim jeszcze tęsknotę za ukochaną. Wylicza szereg życiowych obowiązków, misji, które musi spełnić, a wszystko po to, by nadmiernie się nie zamartwiać. Muzycznie, przykuwa tu moją uwagę klezmersko brzmiący saksofon, a także równomierny, marszowy rytm werbla. Pragnę jeszcze wspomnieć o jednej balladzie, zatytułowanej Prośba. To modlitwa do Boga o podstawowe wartości życiowe – miłosny spokój, ale też dozgonną wiarę w bilans zysków i strat. Najbardziej porusza mnie jednak puenta owego wzniosłego błagania, w której podmiot liryczny prosi o to, by Bóg nie uciszył w nim muzyki, prowadzącej go naprzód przez życie i dającej mu siłę nie do opisania. Akompaniament instrumentalny w tej piosence jest uroczy i ascetyczny, pełen subtelnych akordów gitary elektrycznej.

Podróż po bardziej dynamicznych piosenkach, zawartych na recenzowanym albumie, rozpocznę od tytułowej Absencji. Narrator melancholijnie zwraca się w niej ku obiektowi swych westchnień, któremu nadał wdzięczne imię Absencja, pomimo tego, że jego ukochana w rzeczywistości ma na imię… Nie, nie zdradzę, gdyż może dzięki temu ciekawość doprowadzi Was do tej zjawiskowej piosenki. Dodam tylko, że muzycznie dostrzegam w niej wpływy jazzu, uwydatnione dzięki ekspresyjnym, klawiszowo-saksofonowym solówkom. Kwintesencją szczęścia, zilustrowanego za pomocą urokliwie archaicznych, lekko jazzujących dźwięków fortepianu, jest piosenka Bonheur. Wokalista zaprosił nas tutaj w muzyczną podróż do Paryża, miasta kipiącego malowniczą elegancją. Niezapomniane wrażenia potęguje użycie w tekście tego utworu oryginalnych, francuskich zwrotów, a motywem przewodnim jest tytułowy okrzyk, tłumaczony na polski jako „co za szczęście”! Podobna, jazzowa ekspresja, jednakże tym razem bardziej w stylu muzyki cygańskiej, towarzyszy kompozycji Hazard. Narrator z przymrużeniem oka zwraca się tu w tekście do tajemniczej nieznajomej, przekonując ją, że absolutnie nie ma on szczęścia do relacji damsko-męskich. W mojej opinii powyższa piosenka spełnia wszystkie kryteria radiowego przeboju, gdyż jej słowa urzekają lekkością i prostotą, natomiast melodia niemal od razu wpada w ucho.

Album Absencja Pawła Ruszkowskiego jest niezwykle spójny dzięki swej naturalności, emocjonalności i wszechobecnej prawdzie. Przystępne, piękne melodie, skomponowane przez wokalistę, stanowią nierozerwalną całość z poetyckimi, uczuciowymi tekstami Karoliny Słyk. Tytułowa absencja przewija się w każdej piosence pod postacią tęsknoty, poszukiwania miłości, radości życia oraz czułości. Muzycznie, jest tu sporo jazzowych inspiracji, ale nie brakuje też znakomitych, śpiewnych ballad, które z pewnością na długo pozostaną w mojej pamięci, ubarwiając swą łagodnością często zbyt rozkrzyczaną rzeczywistość.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.