Doznanie muzyczno-poetyckiej naturalności
Dziś zachęcam Was do zanurzenia się w muzyce z kręgu piosenki literackiej i poezji śpiewanej. Rekomenduję niniejszym trzeci album niezwykle utalentowanego wokalisty – Pawła Ruszkowskiego, zatytułowany Absencja.
Odkąd pamiętam, Paweł Ruszkowski był artystą-wizjonerem, który nawet podczas wykonywania utworów nieswojego autorstwa zawsze potrafił wyrazić siebie. Dla przykładu podam chociażby jego brawurową interpretację piosenki Zielono mi podczas konkursu Pamiętajmy o Osieckiej, w którą wykonawca jakże umiejętnie wplótł słowa w dialekcie kaszubskim. Album Absencja to trzecia z kolei, niezwykle wysublimowana, autorska, artystyczna wypowiedź Ruszkowskiego. Warto jednak zauważyć, że sukces tej płyty niejedno ma imię, gdyż wszystkie teksty na nią stworzyła nietuzinkowa i bardzo wrażliwa poetka oraz wokalistka młodego pokolenia – Karolina Słyk.
Gdybym miała podsumować ten album jednym słowem, to wskazałabym jego naturalność. Brzmienie wszystkich instrumentów zachwyca mnie bowiem swą nastrojowością, autentycznością i brakiem technologicznych udziwnień. Siłą Absencji są ballady i od razu wspomnę, że dwie z nich to duety. Może trochę przekornie zacznę mój opis od zwieńczenia płyty, czyli piosenki Stare wiersze, w której Pawłowi Ruszkowskiemu wokalnie towarzyszy wspomniana wyżej autorka tekstów – Karolina Słyk. Wspaniale uzupełniają się tutaj jasne barwy głosów obojga wokalistów, a tekst ma w sobie zadumę, ale i radość życia, bowiem wykonawcy retorycznie pytają: „czy warto było wciąż chodzić z nadzieją pod rękę”? Do drugiego duetu artysta zaprosił zjawiskową, jazzową wokalistkę – Agatę Rożankowską. Jest to piosenka, zatytułowana Jak na lekarstwo. W jej warstwie lirycznej, dwojgu ludziom wydaje się, że już wyleczyli się z wzajemnego uczucia i że potrzebują siebie tylko odrobinę. W rzeczywistości jednak targa nimi tęsknota oraz samotność, muzycznie bardzo trafnie zilustrowana dzięki kulminacyjnej, dwugłosowej wokalizie, słyszalnej jakby gdzieś z oddali przepełnionej silnym pogłosem. Moją ulubioną kompozycją z albumu jest wzruszająca do łez Kołysanka, w której wokalista dźwiękami namalował czułość. Tekstowo, Karolina Słyk nakreśliła tutaj silne, miłosne uczucie, rozkwitające w codziennych rytuałach dwojga ludzi. W opozycji do nich stoi rozkrzyczany i skomercjalizowany świat mediów, jednakże nie jest on w stanie w żaden sposób przeszkodzić zakochanym w cieszeniu się sobą nawzajem. Wszystko wszakże może w każdej chwili runąć, rozpaść się na kawałki, a ich silne uczucie nie zmieni się, gdyż przetrwa, nawet jeśli miałoby być kontynuowane w zupełnie nowej przestrzeni. Muzycznie, utwór ten okraszają łagodne dźwięki fortepianu oraz saksofonu i tylko gdzieniegdzie słychać ostre motywy kontrabasu otoczone delikatnym, perkusyjnym pulsem, wyznaczającym rytm. Zupełnym przeciwieństwem tematycznym powyższego utworu jest melancholijna kompozycja W drogę. Podmiot liryczny pragnie w niej zagłuszyć miłosne rozstanie i tlącą się w nim jeszcze tęsknotę za ukochaną. Wylicza szereg życiowych obowiązków, misji, które musi spełnić, a wszystko po to, by nadmiernie się nie zamartwiać. Muzycznie, przykuwa tu moją uwagę klezmersko brzmiący saksofon, a także równomierny, marszowy rytm werbla. Pragnę jeszcze wspomnieć o jednej balladzie, zatytułowanej Prośba. To modlitwa do Boga o podstawowe wartości życiowe – miłosny spokój, ale też dozgonną wiarę w bilans zysków i strat. Najbardziej porusza mnie jednak puenta owego wzniosłego błagania, w której podmiot liryczny prosi o to, by Bóg nie uciszył w nim muzyki, prowadzącej go naprzód przez życie i dającej mu siłę nie do opisania. Akompaniament instrumentalny w tej piosence jest uroczy i ascetyczny, pełen subtelnych akordów gitary elektrycznej.
Podróż po bardziej dynamicznych piosenkach, zawartych na recenzowanym albumie, rozpocznę od tytułowej Absencji. Narrator melancholijnie zwraca się w niej ku obiektowi swych westchnień, któremu nadał wdzięczne imię Absencja, pomimo tego, że jego ukochana w rzeczywistości ma na imię… Nie, nie zdradzę, gdyż może dzięki temu ciekawość doprowadzi Was do tej zjawiskowej piosenki. Dodam tylko, że muzycznie dostrzegam w niej wpływy jazzu, uwydatnione dzięki ekspresyjnym, klawiszowo-saksofonowym solówkom. Kwintesencją szczęścia, zilustrowanego za pomocą urokliwie archaicznych, lekko jazzujących dźwięków fortepianu, jest piosenka Bonheur. Wokalista zaprosił nas tutaj w muzyczną podróż do Paryża, miasta kipiącego malowniczą elegancją. Niezapomniane wrażenia potęguje użycie w tekście tego utworu oryginalnych, francuskich zwrotów, a motywem przewodnim jest tytułowy okrzyk, tłumaczony na polski jako „co za szczęście”! Podobna, jazzowa ekspresja, jednakże tym razem bardziej w stylu muzyki cygańskiej, towarzyszy kompozycji Hazard. Narrator z przymrużeniem oka zwraca się tu w tekście do tajemniczej nieznajomej, przekonując ją, że absolutnie nie ma on szczęścia do relacji damsko-męskich. W mojej opinii powyższa piosenka spełnia wszystkie kryteria radiowego przeboju, gdyż jej słowa urzekają lekkością i prostotą, natomiast melodia niemal od razu wpada w ucho.
Album Absencja Pawła Ruszkowskiego jest niezwykle spójny dzięki swej naturalności, emocjonalności i wszechobecnej prawdzie. Przystępne, piękne melodie, skomponowane przez wokalistę, stanowią nierozerwalną całość z poetyckimi, uczuciowymi tekstami Karoliny Słyk. Tytułowa absencja przewija się w każdej piosence pod postacią tęsknoty, poszukiwania miłości, radości życia oraz czułości. Muzycznie, jest tu sporo jazzowych inspiracji, ale nie brakuje też znakomitych, śpiewnych ballad, które z pewnością na długo pozostaną w mojej pamięci, ubarwiając swą łagodnością często zbyt rozkrzyczaną rzeczywistość.